Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!
Trzeźwiejący alkoholik – o życiu i trzeźwieniu..

Nie potrafiłbym zrozumieć i przepracować programu bez studiowania  literatury oraz doświadczeń innych alkoholików – szczególnie mojego sponsora.  Dlatego też analizę każdego kroku polecam zacząć właśnie od zapoznania się z odpowiednimi fragmentami literatury. Na końcu dopiero zamieszczę własne doświadczenia .

Literatura :

1) Fragment książki „12 kroków i 12 tradycji AA” – rozdział : „Krok Jedenasty”

Książkę tę można zakupić na prawie  każdym mitingu AA . Można zamówić ją także na stronie fundacji AA w Polsce – oto link do sklepu :  

Jeżeli chcesz przeczytać tę książkę w  języku angielskim, francuskim lub hiszpańskim – kliknij na właściwy odnośnik z nazwą języka.

Krok jedenasty:

Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację
do coraz doskonalszej więzi z Bogiem,
jakkolwiek Go pojmujemy,
prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas,
oraz o siłę do jej spełnienia”.

Poniższy tekst pochodzi z książki „12 Kroków i 12 Tradycji AA”

Modlitwa i medytacja są dla nas najważniejszymi środkami świadomej więzi z Bogiem.

My, anonimowi Alkoholicy, jesteśmy ludźmi czynu; czerpiemy zadowolenie, zazwyczaj po raz pierwszy w życiu, z rozwiązywania codziennych problemów, nie szczędzimy też czasu i wysiłku na pomoc innym alkoholikom. Nic więc dziwnego, że często lekceważymy poważną medytację i modlitwę jako coś, co w gruncie rzeczy nie jest konieczne. Owszem, przyznajemy, że w krytycznych sytuacjach modlitwa może nam pomóc, ale z początku wielu z nas uznaje ją za dość tajemniczą praktykę osób duchownych, która dla nas może mieć co najwyżej drugorzędne znaczenie. A niektórzy z nas w ogóle w te modły i medytacje nie wierzą.

Dla części nowicjuszy, a także dla tych agnostyków, którzy wciąż jeszcze traktują grupę AA jako swoją siłę wyższą, nawet najbardziej logiczne i poparte doświadczeniami argumenty na rzecz skuteczności modlitwy mogą być nieprzekonujące lub nie do przyjęcia. Ci spośród nas, którzy niegdyś odczuwali podobnie, doskonale to rozumieją. Dobrze pamiętamy własny bunt przeciwko padaniu na klęczki przed jakimkolwiek Bogiem. Wielu z nas miało niezbite argumenty logiczne na „dowód” nieistnienia Boga. Jak wytłumaczyć wszystkie katastrofy, choroby, okrucieństwa i niesprawiedliwości na świecie? Tragedie życiowe z powodu wrodzonych wad lub niezawinionych kolei losu? Skoro w otaczającej nas rzeczywistości nie ma miejsca na sprawiedliwość, nie ma więc i Boga.

Czasami rozumowaliśmy nieco bardziej okrężnie. Zgoda, mówiliśmy sobie, najpierw była kura, a potem jajko. Bez wątpienia Wszechświat miał jakąś „praprzyczynę”, być może Boga atomu. Atomu na przemian gorącego i zimnego. Ale nigdy przecież nie było dowodów na istnienie Boga, który rozumiałby ludzi i troszczył się o nich. Owszem, byliśmy pełni uznania wobec AA i bez wahania przyznawaliśmy, że AA dokonuje cudów. Ale wzbranialiśmy się przed medytacją i modlitwą tak jak uczony przed eksperymentem, który mógłby obalić drogą mu teorię. Ale w końcu zaryzykowaliśmy eksperyment, a kiedy uzyskaliśmy nieoczekiwane wyniki, zaczęliśmy inaczej odczuwać i PRZEKONALIŚMY SIĘ. Modlitwa i medytacja stały nam się potrzebne. Później spostrzegliśmy, że to samo może zdarzyć się każdemu, kto tylko spróbuje. Jak ktoś kiedyś mądrze powiedział „Z modlitwy wyśmiewają się niemal wyłącznie ci, którzy nigdy tak naprawdę jej nie próbowali”.

Ludziom, którzy praktykują ją, modlitwa jest równie potrzebna jak powietrze, słońce i pokarm. I to z tych samych powodów. Kiedy odmawiamy sobie powietrza , słońca czy jedzenia, cierpi nasze ciało. Kiedy zaś odwracamy się od modlitwy i medytacji, w identyczny sposób pozbawiamy umysł, uczucia oraz intuicję żywotnie potrzebnego im pokarmu. Jak ciało upada na siłach z braku pożywienia – tak samo dusza… Wszyscy potrzebujemy światła Bożego, pokarmu z Jego siły i czystej atmosfery Jego łaski. W zadziwiającej mierze to, co się dzieje w AA, potwierdza te odwieczną prawdę.

Istnieje bezpośredni związek między badaniem samego siebie, medytacją i modlitwą. Przynoszą one ulgę i pożytek, nawet jeśli są praktykowane niezależnie od siebie. Kiedy jednak są logicznie powiązane i splecione ze sobą, tworzą niezachwiany fundament życia. Chwilami pozwalają nam odczuć ostateczną rzeczywistość Królestwa Bożego.. Dają nam kojącą i umacniająca świadomość, że także i na tym świecie nasz los będzie bezpieczny, dopóki będziemy się starali, choćby nawet niedoskonale, poznać wolę Stwórcy i spełniać ją.

Jak już przekonaliśmy się, baczne przyglądanie się sobie pozwala wykorzystać nową wizję samych siebie. Podyktowane tym spojrzeniem czyny oraz spokój w celu zrównoważenia mrocznej, negatywnej strony osobowości. Jest to krok w stronę takiej pokory, która pozwala nam na przyjęcie Bożej pomocy. Ale to tylko pierwszy krok. Będziemy chcieli pójść dalej.

Będziemy chcieli, by dobro, które jest w nas wszystkich, nawet najgorszych, mogło się rozwijać i kwitnąć. Z pewnością będziemy do tego potrzebować orzeźwiającego powietrza i dużo zdrowego pokarmu. Ale nade wszystko będziemy potrzebować światła słonecznego, bo przecież w ciemności nic nie urośnie…Medytacja jest naszym krokiem ku słońcu. Jak więc mamy medytować?

Istnieje oczywiście ogromna tradycja modlitwy i medytacji, ciągnąca się przez stulecia. Biblioteki i domy modlitw mogą dostarczyć poszukującym wypróbowanych, bezcennych wzorów. Można się spodziewać, że każdy AA związany z jakąś religią czy wyznaniem, które kładą nacisk na medytację, podejmie tę praktykę z większą niż dawniej żarliwością. Co jednak mają zrobić ci, którzy nie wiedzą nawet od czego zacząć?

Zacznijmy więc teraz. Na początek przyjrzyjmy się jakiejś jednej modlitwie. Nie musimy daleko szukać, bo przecież wielcy ludzie różnych wyznań pozostawili ogromny wybór. Zatrzymajmy się teraz na jednej z klasycznych modlitw.

Jej autor już od kilkuset lat jest uznawany za świętego. Nie powinno to nas uprzedzić lub odstraszyć, bo choć nie był on alkoholikiem, święty ten podobnie jak my, przeszedł przez emocjonalne piekło. A kiedy już przezwyciężył cierpienie, w tej oto modlitwie wyraził to co przeżył, co odczuwał i jakim sam pragnął się stać:

Uczyń mnie, Panie, narzędziem Twego pokoju, abym siał miłość tam, gdzie panuje nienawiść; wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda; harmonię tam, gdzie trwa niezgoda; prawdę tam, gdzie szerzy się błąd; wiare tam, gdzie wkradło się zwątpienie; nadzieję tam, gdzie trwa rozpacz; światło tam, gdzie panuje mrok; radość tam, gdzie panuje smutek; Spraw, Panie, abym umiał raczej udzielać pociechy, aniżeli o nia prosić, raczej rozumieć innych, aniżeli być rozumianym, raczej kochać, niż być kochanym. Albowiem zapominając o sobie -znajdujemy; przebaczając – zyskujemy przebaczenie i poprzez umieranie budzimy się do życia wiecznego. Amen.

Będąc nowicjuszami w medytacji, przeczytajmy teraz kilkakrotnie tę modlitwę, bardzo powoli, zatrzymując się nad każdym słowem i wchłaniając głęboko znaczenie każdej frazy i myśli. Postarajmy się pozbyć wszelkiego oporu wobec tego, co mówi nasz przyjaciel. Bo w medytacji nie ma miejsca na spór.Spokojnie obcujemy z myślami kogoś,kto wie,abyśmy także i my mogli doświadczyć i poznać.

Jak gdyby leżąc na skąpanej słońcem plaży, zrelaksujmy się i oddychajmy głęboko duchową atmosferą tej przepełnionej łagodną mądrością modlitwy. Zapragnijmy uczestniczyć w niesionych przez te wspaniałe słowa mocy duchowej, pięknie i miłości; niechaj dodadzą nam sił i podniosą na duchu. A teraz zwróćmy wzrok ku morzu, w zamyśleniu nad jego tajemniczością i dalej, aż po horyzont, za którym będziemy poszukiwać wszystkich nieznanych jeszcze cudów.

,,Wolnego!-powie ktoś-to jakieś bezsensowne bzdury”.

Na taką myśl możemy sobie przypomnieć z pewnym żalem, ileż to wyobraźni zużywaliśmy na puste marzenia, kiedy patrzyliśmy na rzeczywistość przez szkło butelki. Czy nie lubowaliśmy się w bujaniu w obłokach? A teraz, już trzeźwi, czyż nie robimy często tego samego? Więc może naszym problemem nie była wyobraźnia, lecz niemal kompletna niezdolność do skierowania wyobraźni ku właściwym celom. Nie ma przecież nic złego w konstruktywnej wyobraźni; na niej opierają się wszystkie prawdziwe osiągnięcia. Nikt nie może zbudować domu, jeśli uprzednio go sobie nie wyobrazi. Podobnie z medytacją: pomaga nam stworzyć wizję duchowych celów, zanim zaczniemy ku nim zmierzać… Wróćmy więc na tę słoneczną plażę albo, jeśli ktoś woli, na łąkę lub w góry.

A kiedy takim prostym sposobem osiągniemy nastrój, w którym możemy bez przeszkód puścić wodze konstruktywnej wyobraźni, spróbujmy postąpić według następującej sugestii: Raz jeszcze przeczytajmy naszą modlitwę, usiłując wniknąć w jej najgłębszą treść. Pomyślmy teraz o człowieku, który ją po raz pierwszy odmówił. Przede wszystkim chciał stać się „narzędziem”. Potem poprosił o dar niesienia każdemu napotkanemu człowiekowi miłości, przebaczenia, harmonii, prawdy, wiary, nadziei, światła i radości. Następnie wyraził swoje własne pragnienia i nadzieje. Miał nadzieje, że z Bożą pomocą także i on uzyska niektóre z tych skarbów. Będzie do tego dążył poprzez, jak to określił, zapomnienie o sobie. Co przez to rozumiał i jak zamierzał to osiągnąć? Sądził, że lepiej jest pocieszać niż być pocieszanym; lepiej rozumieć niż być rozumianym; lepiej wybaczać niż otrzymywać przebaczenie.

To wszystko może stanowić początek tego, co bywa określane mianem medytacji; pierwszą próbę wprowadzenia się w stan będący swego rodzaju rekonesansem duchowej sfery człowieka. Po tym powinniśmy dobrze zastanowić się, w jakim miejscu znajdujemy się obecnie i wybiec myślą ku zmianom, jakie mogą zajść w naszym życiu, jeśli moglibyśmy zbliżyć się do ideału, który staraliśmy się sobie wyobrazić. Medytacja nie zna ograniczeń, nie wymaga początku i końca, zawsze może rozwijać się dalej. I chociaż możemy korzystać z dostępnych nam wskazówek i przykładów, medytacja ze swej natury indywidualną przygodą, podczas której każdy z nas wyznacza własne ścieżki i własne widnokręgi. Ale jej cel jest zawsze jednakowy: doskonalenie świadomej więzi z Bogiem, z Jego łaską, mądrością i miłością. Pamiętajmy też zawsze o niezwykle praktycznym działaniu medytacji. Jednym z jej pierwszych owoców jest równowaga uczuciowa. Dzięki niej możemy rozszerzać i pogłębiać więź łączącą nas z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy.

Przejdźmy teraz do modlitwy. Modlitwa jest wzniesieniem serca i umysłu ku Bogu i w tym sensie zawiera w sobie także medytację. Jak się modlić? Jak połączyć modlitwę z medytacją? W potocznym rozumieniu modlitwa jest prośbą do Boga. Otworzywszy się ku Bogu najlepiej jak możemy, próbujemy prosić o to, co jest nam i innym najbardziej potrzebne. Sądzimy, że wszystkie tego rodzaju potrzeby są dobrze określone w tym fragmencie Jedenastego Kroku, który mówi o „poznaniu Jego woli wobec nas” oraz o „ sile do jej spełnienia”. Taka prośba znajduje zastosowanie o każdej porze dnia i nocy.

Rano myślimy o mających nadejść godzinach. Czasem o czekającej nas pracy i stwarzanych przez nią okazjach, aby być pomocnym i pożytecznym, a czasem o problemach, jakich może nam przysporzyć. Nie wykluczone, że dziś nadal będą się ciągnąć poważne i niezałatwione sprawy z poprzedniego dnia. Odruchowo chcemy prosić o konkretne rozwiązania konkretnych problemów oraz możliwość dopomagania innym dokładnie w taki sposób, jaki sami uważamy za najlepszy. Tylko, że wtedy prosimy Boga o spełnienie naszej woli. Toteż powinniśmy uważnie zastanowić się nad rzeczywistym znaczeniem takiej prośby. Ale nawet wtedy, po przedłożeniu każdej konkretnej prośby, nie zapomnijmy dodać: „Jeśli taka jest Twoja wola”. Prosimy po prostu, aby w ciągu całego dnia Bóg pozwolił nam jak najlepiej rozumieć Jego wolę dla nas na ten dzień i aby obdarzył nas łaską, dzięki której będziemy mogli tę wolę wypełnić.

W ciągu dnia, ilekroć musimy sprostać trudnej sytuacji lub podjąć decyzję, ponawiamy tę samą prośbę: „Bądź wola Twoja,nie moja”. Jeżeli w takich chwilach ulegamy silnemu wzburzenie emocjonalnemu, na pewno uspokoi nas przypomnienie sobie i powtórzenie w myśli jakiejś konkretnej modlitwy czy fragmentu medytacji, który szczególnie do nas przemówił. Dzięki samemu powtórzeniu modlitwy opuści nas gniew, strach, rozczarowanie, uczucie nieporozumienia. Będziemy mogli zwrócić się o najpewniejszą ze wszystkich pomoc, jaką jest pragnienie poznania woli Bożej, nie własnej, w chwilach niepokoju. Jeśli w tych trudnych chwilach przypomnimy sobie, że ”lepiej jest pocieszać niż być pocieszany,rozumieć niż być rozumiany,kochaćniż być kochany” – wypełnimy intencję Jedenastego Kroku.

W tym miejscu ktoś może zadać zupełnie zrozumiałe pytanie: Dlaczego nie zwrócić się bezpośrednio do Boga z naszym zmartwieniem i w modlitwie zapewnić sobie jednoznaczną odpowiedź na nasze problemy?

Jest to możliwe, ale ryzykowne. Spotkaliśmy Anonimowych Alkoholików, którzy z zupełną szczerością i wiarą prosili Boga o konkretne rady w najróżniejszych kwestiach – od dramatycznego kryzysu rodzinnego czy finansowego do kłopotów z jakąś drobną wadą charakteru, na przykład – spóźnialstwem. Bardzo często jednak odpowiedzi, które wydają się pochodzić od Boga,w rzeczywistości są nieświadomą racjonalizacją naszych własnych pragnień.Każdy człowiek,nie tylko Anonimowy Alkoholik,który próbuje sztywno kierować swoim życiem przez tego rodzaju modlitwy, czyli przez powoływanie się na głos Boga na każde swoje żądanie, jest bardzo trudną osobą. Na wszelkie wątpliwości co do jego postępowania zawsze odpowiada, że we wszystkich sprawach –wielkich i małych– kieruje się uzyskanym dzięki modlitwie przewodnictwem. Nie przychodzi mu na myśl, że jego własne pobożne życzenia i ludzka skłonność do racjonalizacji mogły wypaczyć to, co uważa za przewodnictwo. W najlepszej wierze stara się narzucić swoją wolę w każdej sytuacji, żywiąc wygodne przekonanie, że postępuje według szczegółowych wskazówek Boga. Mając takie złudzenie, mimowolnie może spowodować wiele zmartwień.

Grozi nam jeszcze jedna podobna pokusa. Czasem wydaje nam się, że wiemy, jaka jest wola Boga wobec innych ludzi. Mówimy sobie: „Ten powinien wyzdrowieć z beznadziejnej choroby” Albo: „Tej należy się ulga w cierpieniach emocjonalnych”. Modlimy się o spełnienie tych konkretnych próśb. Takie modlitwy są oczywiście z gruntu dobrymi uczynkami, ale często opierają się na założeniu, że my sami znamy wolę Boga wobec tej osoby, za którą się modlimy. Oznacza to, że szczerej modlitwie towarzyszy pewna doza próżności i zbytniej pewności siebie. Doświadczenie AA uczy nas, że szczególnie w tych przypadkach powinniśmy modlić się o wypełnienie woli Bożej, jakakolwiek ona jest ,wobec innych, tak samo jak wobec nas samych.

W AA przekonaliśmy się, że pożytki z modlitwy nie mogą budzić wątpliwości. Pożytki te obejmują zarówno wiedzę, jak i doświadczenie. Ci, którzy wytrwali w modlitwie, zdobyli siłę znacznie przewyższającą ich własną oraz mądrość ponad miarę ich naturalnych zdolności. A także coraz większy spokój umysłu, pozwalający zdecydowanie stawić czoła najtrudniejszym problemom.

Przekonujemy się, że otrzymujemy tym więcej wskazówek, im mniej narzucamy się Bogu z prośbami życzeń na zamówienie i na określonych przez nas warunkach. Niemal każdy doświadczony AA może poświadczyć, że gdy próbował udoskonalić świadomą więź z Bogiem, wszystkie jego sprawy nieoczekiwanie przyjęły znaczący obrót na lepsze. Doda zarazem, że każdy okres żałoby czy bólu, kiedy ręka Boska wydawała się zbyt ciężka, a nawet niesprawiedliwa, okazywały się nową lekcją życiową, odkrywał w nim nowe źródło odwagi i w końcu, nieodwołalnie prowadził do wniosku, że Bóg istotnie „ w tajemniczy sposób czyni cuda”.

Wszystko to powinno znacznie podnieść na duchu ludzi, którzy stronią od modlitwy, ponieważ nie wierzą w jej skuteczność, albo czują się odcięci od Bożej pomocy i przewodnictwa. Wszyscy z nas, bez wyjątku, przeżywają okresy, kiedy możemy się modlić jedynie z największym wysiłkiem woli. Bywa i gorzej, kiedy ogarnie nas tak silne uczucie buntu, że słowa modlitwy nie chcą nam przejść przez gardło. W takich przypadkach nie powinniśmy mieć sobie tego za złe, a po prostu przeczekać niedobry moment i powrócić do modlitwy kiedy tylko będzie to możliwe, świadomi, że znów znaleźliśmy się na dobrej drodze.

Być może jedną z największych nagród płynących z medytacji i modlitwy, jest poczucie przynależnosci, które staje się naszym udziałem. Nie jesteśmy już dłużej otoczeni wrogim światem. Nie jesteśmy już zagubieni, przerażeni, udręczeni bezcelowością życia. Od momentu kiedy uda nam się uchwycić choćby jeden promyk Bożej woli, od momentu kiedy zaczynamy dostrzegać prawdę, sprawiedliwość i miłość jako realne i odwieczne wartości w życiu , przestajemy popadać w głębokie przygnębienie w obliczu przejawów zła, od którego żadne ludzkie sprawy nie są wolne. Wiemy, że czuwa nad nami miłosierdzie Boga. Wiemy, że zwracając się pod Jego opiekę, możemy oczekiwać wybawienia od złego, teraz i w życiu wiecznym.”

Jeżeli moja strona ci się podoba dodaj prosze plusik…
Reklama
Jest możliwość umieszczenia reklamy na mojej stronie. Zainteresowanych zapraszam do kontaktu