Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!
Trzeźwiejący alkoholik – o życiu i trzeźwieniu..

Wezwanie do wojska. Chciałem to odbębnić i zacząć zarabiać wielkie pieniądze :):) których już bardzo potrzebowałem. Pojechałem..  Pierwsza awaria pamięci w drodze na jednostkę, na unitarce pierwszy raz leżałem nawalony w rowie po 2 tygodniach.. a potem standardowo było już tyko gorzej. Nieodpowiedzialność i egoizm – tym się kierowałem. Ile razy cudem uniknąłem konsekwencji, ile razy piłem na służbie, na poligonie, ile razy pełniłem wartę na olbrzymim kacu.  Ile razy zachowałem się nieobliczalnie – po szczeniacku, nie zliczę, a opisać tego nie mogę. To cud że nie skończyłem wojska w więzieniu. Choć oczywiście  ancel garnizonowy nie był mi obcy. Ale jak wiele , wiele innych razy ktoś nade mną czuwał i dbał o mnie.  Wtedy tego nie widziałem.
Uf, Koniec wojska – i pierwsze rozczarowanie. Nie chcieli mnie w poprzednim zakładzie – a przecież byłem najlepszy, wszystko umiałem i potrafiłem, najlepszy przyjaciel wszystkich i najwspanialszy fachowiec…Mój sposób myślenia był baaardzo specyficzny.  Dziś wiem czemu przede mną bronili się rękami i nogam. Wtedy zbyt się oszukiwałem i okłamywałem. Były to czasy ( jak teraz widzę) gdy zacząłem na całego żyć w świecie fantazji i iluzji – tak dobrze znanemu każdemu z nas – alkoholików. Doskonale manipulowałem nie tylko wszystkimi wokoło – ale także ,  a może raczej  przede wszystkim : samym sobą. Tylko samookłamywanie pozwalało mi żyć spokojnie zwalając winę na wszystkich złych ludzi wokoło, nie widząc własnego postępowania, pozwalając mi na bezkrytyczne akceptowanie własnych uczynków.
Kolejne zakłady i kolejne stanowiska i kolejne zawody.. i przebłyski świadomości gdy budziłem się w nocy w lasku obok dworca autobusowego na ziemi bo wracając z pracy nie udało mi się dotrzeć do autobusu – jeden z nielicznych przypadków z których byłem dumny bo tym razem nie wracałem autem. Ale nie chciałem widzieć że wiele  razy wracałem.. że tym razem nie, bo po prostu.. nie byłem w stanie wsiąść za kierownicę ze względu na karuzelę w mojej głowie..
Spotykałem się już ze swoja obecną żoną. Ale i tu nie byłem sobą. Jak byłem trzeźwy – przychodziłem do niej i wracając do domu wstępowałem do ulubionego lokalu. Jak nie byłem trzeźwy to.. nie przychodziłem. Kłamstwo i obłuda, szczeniactwo i cwaniactwo.. Cały  Jurek.
Pierwsza moja firma – nie trwało długo gdy pojawiły się długi. Szybkie jej zamknięcie, rodzice długi spłacali za mnie bo.. ja szykowałem się do ślubu. Oczywiście dziewczyna  o niczym nie wiedziała. Może i wiedziała – pewnie zwaliłem na złego wspólnika, zrządzenie losu lub że klient nie zapłacił… Potem ślub, pierwsze dziecko… Wreszcie praca z dobrym zarobkiem.. rzekłbym sielanka. Przynajmniej na początku. Ale ja  MIAŁEM SKRZĘTNIE UKRYWANY PROBLEM. Na „szczęście” moja praca wiązała się z częstymi delegacjami – najpierw po Polsce, potem po świecie. Dzięki temu mogłem żyć jak lubiłem.. Rosja, Białoruś, Litwa, Łotwa, Estonia, Kazachstan, Mołdawia – To były moje rejony które kochałem. Z samej diety na dzień mogłem przeznaczyć na picie więcej niż  większość mieszkańców na miesiąc na jedzenie.  Anglia, Hiszpania itp.. tam było  gorzej ale.. dawałem sobie radę.
Przynajmniej tak mi się wydawało.. bo już wtedy byłem bezsilny tylko tego nie chciałem zobaczyć. Po paru latach dowiedziałem się że już wtedy ludzie w firmie mówili że chyba mam problem, widzieli butelki w mojej szafce , ktoś raz, drugi widział jak sobie sam w pracy robiłem drinka.. A na delegacjach.. na początku – po skończonej pracy hotel, po drodze flaszeczka.. czasami wyjście po drugą.. i tak do 2-4 w nocy, rano w auto i dalej.. Po paru latach pracy jadąc w delegacje już myślałem o wieczorze, niejednokrotnie po dojeździe do klienta wymyślałem bzdury o braku części po to by jechać do hotelu już o 10..12… i następnego dnia dokończyć… albo i nie. Ile razy piłem u klienta na zakładzie – choć drinka, dwa by dokończyć robotę..Był to czas gdy podświadomie dostrzegałem problem, pamiętam obiecywałem sobie co chwilę że dziś nie piję.. potem zawsze dopuszczałem może jednego drinka.. i jechałem po małą buteleczkę ale zawsze jak już byłem w sklepie to brałem większą okłamując się że będzie taniej i starczy  na 2-3 dni.. Nigdy się to nie udało. Już wtedy w ogóle nie kierowałem własnym życiem.

Czytaj dalej…Przed trzydziestką


Jeżeli moja strona ci się podoba dodaj prosze plusik…
Reklama
Jest możliwość umieszczenia reklamy na mojej stronie. Zainteresowanych zapraszam do kontaktu