Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!
Trzeźwiejący alkoholik – o życiu i trzeźwieniu..

Przez wiele lat byłem sam… z grubsza, inni ludzie mogli by dla mnie nie istnieć.  I tak przeszkadzali mi w życiu. Znaczy – jak potrafili i robili to czego Ja chciałem – byli ok. Niestety często postępowali źle, bez sensu, szkodliwie, złośliwie, stronniczo, nie uczciwie,itp itp itp… ( czytaj że postępowali niezgodnie z moją wolą..) Ja jeden, biedny pechowiec…. .

          Co więcej – gardziłem ludźmi. Gardziłem tymi pod śmietnikami , gardziłem tymi wysiadującymi po klatkach, gardziłem pianymi, gardziłem nieogolonymi.. ułomnymi.. tymi biednymi głupimi kolegami w pracy, szefem, i .. większością ludzi którzy mnie otaczali. Gdzie im tam było do mnie. I nie wiedziałem czemu pomimo ze byłem taki fajny i kochany nie miałem przyjaciół, a kolegów małą garstkę…Zawistne to było towarzystwo czy co.. . Pod koniec pianego życia nie brakowało mi już ludzi – nawet zaczęli mi przeszkadzać. Najlepiej już mi się piło w samotności. W oczach tych którzy zostali w pobliżu widzieć musiałem troskę i ból spowodowany moim postępowaniem. Może dlatego tak rzadko patrzyłem w oczy…
           Wiele musiało się stać w moim życiu bym dostrzegł kogoś obok mnie. Nie było to łatwe. Zrobiłem kiedyś tabelę w której wypisałem swoje wady dopisując jakie miały znaczenie w stosunkach z innymi ludźmi.. Przykre doświadczenie.  Jakiś czas potem musiałem zmierzyć się z krzywdami jakich doznałem od ludzi. Krzywdami  które pielęgnowałem w sercu. I po analizie tych krzywd – okazało się że tak naprawdę jedyną osobą która krzywdziła byłem ja sam… nawet drobne urazy które mnie tak bolały o urastały do rozmiarów wielkich krzywd okazały się maleńkimi „uszczypnięciami” których doznawałem zazwyczaj w odwecie za złe rzeczy które ja robiłem.  Tak naprawdę nie miałem prawa mieć urazy i pretensji do nikogo poza… poza mną.
Wyrzuty sumienia, świadomość popełnionych krzywd, konsekwencje które musiałem wciąż ponosić a ze mną żona i dzieci,  niskie poczucie własnej wartości umiało zniszczyć radość z najlepszych chwil, popsuć najlepszy nastrój, doprowadzić nie raz do łez… Zamiast się użalać musiałem działać.
Mój Bóg każe mi kochać innych ludzi. Jak mogłem mówić o miłości do innego człowieka skoro nienawidziłem siebie. Najpierw musiałem pogodzić się z samym sobą. Pomogła mi w tym przede wszystkim wiara i praca, codzienna praca nad swoim zachowaniem i sposobem myślenia.
Dzisiaj polubiłem siebie – ( ale jeszcze nie pokochałem..) – staram się oddawać jak najwięcej drugiemu człowiekowi. I nie tym na mitingu – we wspólnocie najłatwiej się trzeźwieje. Tym ludziom na ulicy, w pracy, znanym i nieznanym. Staram się nauczyć wrażliwości na ludzką krzywdę. Czasami tak mało trzeba by zobaczyć uśmiech. Staram się ale.. jeszcze daleka droga przede mną. Dalej gdy podchodzi znajomy na ulicy i chce bym podjechał do niego autem to weźmie kable i spróbuje odpalić z mojego akumulatora najpierw mówię „nie , śpieszy mi się” – i muszą minąć ze 2 sekundy nim poczuje ukłucie  i natychmiast  się poprawiam.. „już podjeżdżam ”  Niestety rzadko działam dobrze z automatu. To dla mnie długa i mozolna praca. Ale widzę efekty. I widzę je nie tylko ja :)
Kiedyś skończyłem zasadniczą  szkołę zawodową za pomocą mamy na -3…  . 3 lata temu poszedłem do liceum uzupełniającego i  je skończyłem w ubiegłym roku. Przystąpiłem do matury i zdałem ją. Dostałem się na politechnikę z której jednak musiałem zrezygnować . To wszystko dzięki temu że kiedyś ktoś wyciągnął do mnie pomocną dłoń, ktoś kiedyś o mnie powalczył, ktoś kazał mi ponieść konsekwencje moich czynów i przestał mnie ochraniać, ktoś pomógł mi realizować program, ktoś.. ktoś.. ktoś …wielu ludzi których Bóg postawił na mojej drodze. Mam do spłacenia  ogromny dług wdzięczności  – i staram się go spłacać ludziom w miarę moich możliwości.  Wystarczy być wrażliwym na drugiego człowieka. A ja się tej wrażliwości nadal , wciąż uczę.
Podczas matury ustnej z polskiego P. Egzaminator bardzo chciała bym powiedział – czy z zgadzam się z winą tragiczną więźniów obozów koncentracyjnych – winą że przeżyli kosztem życia drugiego człowieka. Unikałem odpowiedzi jak mogłem, nie chcę oceniać. Przyciśnięty przez P. Egzaminator że w powinienem zająć jakieś stanowisko skoro się przygotowywałem -odpowiedziałem – że pamiętam dobrze z jaką pogardą patrzyłem jeszcze kilka lat wcześniej na chorego człowieka leżącego pod śmietnikiem, nigdy nie podałem takiemu kromki chleba, oni dla mnie nie istnieli, to byli dla mnie podludzie. A ja nie byłem zlagrowany, nie przeżyłem takiego prania mózgu jak więźniowie, nie musiałem walczyć o kromkę chleba itp.. Musiałem wiele w życiu zmienić by dostrzec w tych ciałach człowieka… Skoro sam tak postępowałem, nie mam najmniejszego prawa oceniać innego człowieka, który żył w stokroć gorszych warunkach. …Ocene mogą wystawić sobie tylko oni sami… Zastanawiałem się czy zdałem egzamin. Podczas wyników komisja mi pogratulowała przygotowania – dostałem 95%..:)




Jeżeli moja strona ci się podoba dodaj prosze plusik…
Reklama
Jest możliwość umieszczenia reklamy na mojej stronie. Zainteresowanych zapraszam do kontaktu