Oops! It appears that you have disabled your Javascript. In order for you to see this page as it is meant to appear, we ask that you please re-enable your Javascript!
Trzeźwiejący alkoholik – o życiu i trzeźwieniu..

FAZY ROZWOJU UZALEŻNIENIA  tak jak ja je rozumiem i jak je przeżyłem….

I. Picie  towarzyskie (tak się zazwyczaj zaczyna…)

  1. Picie jest dla mnie przyjemne – więc czemu by nie..
  2. Piję w towarzystwie innych osób z okazji spotkań, rocznic ..
  3. Pozwala nawiązać kontakt z innymi ludźmi, dodaje śmiałości, odwagi… robię sie jakby przystojniejszy, bogatszy, mądrzejszy,, umiem rozmawiać z przekonaniem na każdy temat..
  4. Dzięki alkoholowi łagodzę  emocje – kłopoty, porażki i zwątpienia – a także sukcesy i osiągnięcia stają się każdorazowo pretekstem do ich opicia..
  5. Potrafię wypić coraz więcej – mam oraz mocniejszą głowę.
  6. Po wypiciu pierwszego piwa czy drinku czuję wyraźne rozluźnienie , czuuję się świetnie i zapominam o wszystkim i wszystkich.
  7. I zaczyna się.. zaczynam pić coraz częściej i więcej. Gdy nie ma okazji – sam je zaczynam tworzyć, pierwsze dawki alkoholu wypite samemu ( np. piwo czy setka w barze)

II. Faza  – ostrzegawcza ( moje picie przestaje być normalne choć tego nie widzę – bo tego nie chcę widzieć,,)

  1. Zaczynam pić więcej niż inni. Piję szybciej by szybko wprawić się w „nastrój” czasami przed imprezą wypiję coś dla „kurażu”, jak mogę – jestem zawsze jednym z ostatnich którzy „odchodzą od stołu”..
  2. Pierwsze urwane filmy – po których nie mogę sobie przypomnieć jak skończył się dzień..pierwsze wyrzuty sumienia, kac moralny..
  3. Staję się prowodyrem i polewającym, zaczynam skupiać uwagę na tym by wszyscy pili szybciej, zaraz po wypiciu zaczynam myśleć o następnej dawce.
  4. Teraz to już piję stanowczo więcej niż inni – choć reaguję zniecierpliwieniem, frustracja a czasem agresją gdy ktoś śmie mi o tym wspomnieć…
  5. Jako że inni mogą sobie jakieś głupoty pomyśleć :) – zaczynam pić po kryjomu. Jeszcze by pomyśleli że naprawdę piję więcej niż powinienem…
  6. Po wypiciu natychmiast czuję ulgę i wspaniale się czuję ( gorzej następnego dnia.. choć do tego się nigdy prawie nie przyznaję..)
  7. Wymyślam coraz drobniejsze okazje do picia.  Tak naprawdę nie potrzebuję już okazji Zaczynam bardziej szukać pretekstów do napicia się. Jak nie ma imprezy – ściągam kumpla lub szwagra.. itd..
  8. Coraz częściej nie pamiętam co robiłem, gdzie byłem, nie wiem o której wróciłem. Obserwuję nad ranem minę żony by wiedzieć czy bardzo wczoraj nawywijałem..
  9. Moje picie nie jest już piciem okazjonalnym. Staje się sposobem życia, załatwiania spraw, radzenia sobie z emocjami.
  10. I okazuje się że do picia nie potrzebuję już kolegów. przecież mogę pić sam – to coraz częściej robię.
  11. Zaczynam ponosić z tytułu picia konsekwencje – zawalam sprawy, kłótnie z żoną, przestaję od niej odbierać telefony gdy piję, zaczynają pojawiać się wyrzuty sumienia – jednak stanowią często znowu doskonały powód do picia.

III. Faza krytyczna: ( i tu już mam poważny problem)

  1. Coraz rzadziej udaje mi się wyjść po 1 piwie.. coraz częściej się upijam. Tak naprawdę zawsze – gdy mogę. I coraz częściej gdy nie mogę.kac, wyrzuty sumienia, i emocje – jak się ich rano pozbyć? wystarczy przecież rano 100 gram… Zaczynam klinować.




  1. Jest mi źle, nie potrafię znaleźć miejsca , najlepiej wypoczywam, odpoczywam i i spędzam wolny czas pijąc – tylko inni tego nie rozumieją. Ograniczam swoje zamiłowania do takich – przy których mogę się napić ( ja wybrałem wędkarstwo i wyjazdy na całe dnie i noce na ryby :):) )
  2. Coraz trudniej mi się dogadać z „wredną i złą żoną” – ciągle się czepia. W pracy też nie jest różowo ( o ile otworzę oczy a nie będę się okłamywał..)- zaczynam popijać przed pracą, po pracy a także i .. w pracy
  3. Moje myśli coraz częściej krążą wokół alkoholu. Coraz więcej czasu zajmuje mi wymyślanie wymówek i kombinowanie… Naginam już swoje obowiązki by móc pić ( np. przedłużające się delegacje…)..
  4. Pojawiają się problemy ze zdrowiem  – pojawiają się pierwsze objawy depresji, bóle żołądka, brzucha, zgaga itd itd.. wątróbka jeszcze jakoś daje radę choć niepewnie, bóle głowy, wymioty, złe samopoczucie.. ciekawe przez co…
  5. Skoro jak trzeźwieję to się źle czuję – po co się męczyć. Co można zrobić? Nieee, nie rzucić picie. Wystarczy nie trzeźwieć. Zaczyna pić codziennie, ciągami potrafię nie trzeźwieć tak naprawdę tygodniami.
  6. Konsekwencje picia są już poważne i dotyczą wszystkich sfer mojego życia – domu, pracy, znajomych, zainteresowań, rozwoju, moralności, itd
  7. Podobno są tacy którzy chcą sobie sami w tej fazie udowadniać że nie mają problemu – robiąc ( próbując robić ) przerwy w piciu. Ja osobiście pominąłem ten fragment uzależniania się ;)
  8. Na całego pierwsze skrzypce w mojej głowie grają już mechanizmy uzależnienia : racjonalizuję, okłamuję siebie, zwalam winę za swoje kłopoty na wszystko i wszystkich poza samym sobą ( i w to wierzę :):) ) , odrzucam towarzystwo które nie umie pić :),usprawiedliwiam się codziennie , prawie codziennie  myślę że może chyba trochę przesadzam z alkoholem i obiecuję sobie że jutro zrobię sobie przerwę.. ale jutro jest znowu jutro…
  9. Nie kontroluję już ile i gdzie wypijam. Piję tyle ile jest lub ile mogę w siebie wlać. Bez względu na konsekwencje.
  10. Dla picia podporządkowuję już całe życie. Mam czas dla rodziny pod warunkiem że nie mam w planach picia, mam czas na pracy gdy nie piję, itd itd.
  11. Tracę pracę i szukam nowej.. to też konsekwencje – tylko oszukuję się i innych że szef zły, ludzie głupi itd..
  12. Odrzucam tak naprawdę wszystkich – bo co którym na mnie zależy zaczynają walczyć o mnie – więc przeszkadzają mi . Zaczyna się agresja , złość, ..Zaczyna się samotność. Nikt mnie nie kocha, nikt nie rozumie, wszyscy są winni wszystkiemu – tylko nie ja – biedny żuczek. Broniąc komfortu picia zaprzeczam wszystkiemu, manipuluje sobą do granic absurdu.
  13. I już bez przeszkód, nie widząc w tym nic złego – zaczynam picie od rana. Ja wstawałem pracy specjalnie o 3-4tłumacząc że mam tyle roboty – po drodze kupowałem butelkę.. o 7 otwierali Bar i kupowałem następne.. Dzień w dzień…

IV. Faza chroniczna ( teraz to już miałem naprawdę przechlapane -i zaczynałem to widzieć – tylko już nie potrafiłem przestać..

  1. Ciągi zaczynają trwać tygodniami – codziennie się upijam, zazwyczaj piłem już w samotności .Piłem by się upić. Piłem nie ważne co – wódkę, piwo, wino..byle było..
  2. Zaczynają mi wystarczać coraz mniejsze dawki – które potrafię wypić.
  3. Żona chce odejść,firma się sypie, ludzie odchodzą, olbrzymie długi, brak przyjaciół.. Nawet nie przeszkadza mi że paraduję po ulicach z 3 dniowym zarostem czy lekko brudny..
  4. Występują także często padaczki alkoholowe, psychozy, itd… Próbuję popełnić samobuję ale jestem tchórzem. Coraz częściej chcę uciec od tego świata z którym mnie nic nie łączy..
  5. Ciekawe od czego trzęsą mi się tak ręce rano…
  6. Nie kontroluję już dawno swego życia . Ono toczy się obok, wszyscy się czepiają a ja po prostu chciałbym się tylko napić. Czy to dużo? Ten jeden raz? Dzisiaj?

Nie dotarłem do V fazy uzależnienia – która zwana jest beczką śmierci. Z niej wychodzi się na cmentarz. Dzięki mojej żonie – kobiecie która twardo i stanowczo zaczęła działać – co spowodowało że trafiłem do zakładu lecznictwa odwykowego w Gorzycach… Ale to już inny temat :)

To moje doświadczenia. tak ja rozumiem fazy uzależnienia – wspierając się materiałami z terapii.  . Każdy z nas jest inny – ale w tej właśnie różnorodności potarza się utarty schemat. I z tego co widzę – nie odbiegam od niego…

Pozdrawiam

Jerzy

Kliknij na obraz aby powiększyć :


 

/p

Jeżeli moja strona ci się podoba dodaj prosze plusik…
Reklama
Jest możliwość umieszczenia reklamy na mojej stronie. Zainteresowanych zapraszam do kontaktu